Radosław Wiśniewski

ur. 1974, z wykształcenia psycholog, wieloletni pracownik administracji publicznej. Autor kilku zbiorów wierszy - ostatnio "Inne Bluesy" (Olkusz 2015) oraz "Psalm do św. Sabiny" (Brzeg 2016) w druku znajduje się zestaw wierszy "Dzienniki Zenona Kałuży" (Łódź 2017). W przygotowaniu zbiór tekstów "Kwestionariusz putinowski oraz inne wiersze publicystyczne" oraz powieść "trans-migracja". Współtwórca Stowarzyszenia Żywych Poetów, pisma literackiego "Red.". Stały współpracownik "Odry" a niegdyś "Studium", "Undergruntu" i kilku innych nieistniejących już pisma literackich.  Mieszka w Kiełczowie opodal Wrocławia. Pracuje w hurtowni urządzeń niskoprądowych.

 

GODAN DAGINN ALBO PIERWSZY LIST DO TYMOTEUSZA

Wszystko wyraża się przez piosenkę śpiewaną w języku,
którego nie znam i nie mam prawa rozumieć. Anglia wraca
do domu.  Islandia idzie dalej. Szkocja myśli o niepodległości.
O wszystkim innym, co ważne wiem od nowego proroka, który
umie powtarzać tylko jedną głoskę na wiele sposobów. I  brzmi
prawdziwie. Wierzę mu na śmierć  i życie. Teraz wreszcie wiem
co to znaczy. Wcześniej tylko mi się wydawało.

 

 

KORA

Jestem zmęczony walką o kraj 
Którego nigdy nie widziałem
                 
Tenzin Cunde

 

Codziennie widzisz ten napis na betonowym słupie przy wylocie ulicy.
„Kora” napisane wielkimi literami i numer telefonu pod który boisz się
zadzwonić. A przecież beton nie porasta korą. Zatem to słowo, które
w języku nieistniejącego kraju znaczy okrążenie, pielgrzymkę, rewolucję.
Zatem to twoja kora, okrążenie niewidzialnej góry, która jest centrum
drogi, po której okrążasz swoje życie jak mnich z kołowrotkiem wokół
Kailas, Sawayambunath, Jokhangu tak regularnie, że nie widzisz kiedy sam
stajesz się grzechotką z kości wewnątrz kołowrotka. Według twojego
jednostajnego ruchu można regulować plastikowe zegarki made in China,
budzić dzieci do szkoły albo straszyć je przed snem. I droga powrotna, nie
jest drogą, którą jedziesz do pracy a droga, którą jedziesz do pracy nie jest
drogą powrotną. Bowiem kora to okrąg - nie wahadło, a okrąg trzeba domknąć
i zakląć. Wtedy święta góra staje się wodą, wałem, pustym korytem, mostem,
jaki przerzucasz nad rzeką, która jeszcze tędy nie płynie.

 

BLUES DO MSZ PISANY NAD WODOSPADEM IGUAZU

Nie wierz oszczercom, gdy stawiają mnie pod ścianą,
wytykają palcami, obrzucają czerwonym błotem
na głównym placu redukcji i krzyczą, że oto jest pęd
winny wszystkiemu  i nie wyda żadnego owocu.

Tymczasem odbijaj się od ścian,
rań grań,
gub pogoń sań.

Schodzą się we mnie wymarłe pokolenia, skrzypią ściany
jurty wypełnionej szczelnie przez niebyłych mężczyzn
oraz niedoszłe kobiety które we mnie znajdują rozwiązanie.
I otwierają korytarze pode mną, z których się nie wraca.

Tymczasem odbijaj się od ścian,
rań grań,
gub pogoń sań.

Na stałe zamieszkują mnie tylko kości kolonizatorów, ostre
na krawędziach, puste w środku. Nie wierz im, badaj  dźwięk,
a nic co się wydarzy w ścianach nie pozostanie bez śladu krwi
z ciała wleczonego daleko stąd po lodzie, po śniegu.

Tymczasem odbijaj się od ścian,
rań grań,
gub pogoń sań.\

 

 

PIERWSZY LIST TYMOTEUSZA DO KIEŁCZOWIAN

To jest w moich oczach i wypełnia je bez reszty. A kiedy się rusza
niezliczonymi częściami, które szumią, odbijają światło, mienią się
w nim - czuję ruch tego, czym oddycham na skórze. Wtedy to duże,
okrągłe, które dotyka mnie ciepłem, sprawia, że muszę mrużyć oczy.
A potem widzę taniec wielu drobin w świetle, które mają barwę
Spokoju i słyszę dźwięk, a okrągłe, ciepłe ledwo mruga do mnie
zza tego co się rusza i ja mrugam do niego. Wszystko jest połączone
w jedno chociaż jest tego wiele; jest osobno, razem i wypełnia oko
bez reszty, dotyczy mnie, ogarnia, zajmuje i nie ma nic, tylko to.
Jest tego tyle, że macham rękami, kopię na zmianę nogami w cokolwiek,
byle mocniej. Tak bardzo chcę, żebyście zobaczyli, to, co widzę
nie wiedząc, co to znaczy widzieć, liczyć, nazywać. A wy mówicie
tylko "drzewo", "liście na wietrze", "słońce". Nie wiem co to znaczy.
Więc kopię, macham i wyprężam plecy w doskonały łuk, nie umiem
inaczej nawracać, ale wierzę w was. Jest jeszcze czas.

 

 

NOLI ME TANGERE

Jeszcze tam jestem, nie trać pewności, że oto niewidocznie,
ale idę tam gdzie podążam. Malowniczo wtłoczony pod listy
zakupów, rachunki, sprawunki, zapisy, akty nadania, wszystkie
kroje czcionki i kształty odręcznego pisma. Niech nie opuszcza
ciebie niepokój, że pod bębnami kabla, stosami gnijących palet,
w tłumie złączek bez chwili wytchnienia koduję, transmituję i
złośliwie zmieniam częstotliwości. Jestem i nigdy mnie nie zabrakło.
Nie próbuj mnie powstrzymać, kiedy odwracam się by wyłączyć
wizję, odkleić się od tak zwanej rzeczywistości, żeby naprawdę

coś przeżyć.

 

Powrót