Sylwia Kanicka – Woalka nie ukrywa uczuć.
„Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy” (ks. Jan Twardowski)
Tymi słowami najtrafniej można podsumować pustkę, gdy słowa nie wytłumaczą sytuacji i nie przyniosą pocieszania.
„Miałam kiedyś brata” to zbiór wierszy Renaty Blicharz, który ukazał się nakładem wydawnictwa Ridero w 2025 roku, będący jej prywatną próbą zrozumienia traumy po śmierci brata. Książka osobista, a autorka już w utworze otwierającym informuje:
„W wierszu wyrażę najlepiej
jak bardzo odczuwam
żal i ból” (s. 5)
uzmysławiając czytelnikowi cały wachlarz przeżyć, z którym będzie musiał się zmierzyć. Odbiorca wchodzi w przysłowiowe buty poetki i przyjmuje na siebie cały ładunek emocjonalny. Nie jest to łatwe. Z jednej strony podczas czytania skupiamy się na przeżyciach Blicharz, z drugiej, gdzieś w środku odezwie się puste miejsce, które zostało po naszych bliskich. Wiadomo, że temat śmierci zawsze jest tematem trudnym, przeładowanym napięciami, tak dla piszącego, jak i czytającego. Blicharz bardzo realistycznie pokazała poruszenie, niepewność, szok, rozpacz po śmierci brata. Rodzi się pytanie, dlaczego to zrobiła. Czy dla siebie? A może dla czytelnika właśnie.
„Miałam kiedyś brata” to zwięźle skomponowana forma pamiętnika, ze skupieniem uwagi na opisie samego odchodzenia, którego:
„Boże mój!
tego przecież nie było
w planach” (s. 8),
nie planuje się, na które nigdy nie ma dobrego momentu, a „Twoje odejście – wielkie tąpnięcie” (s. 21). Blicharz, w tym dziennikowym opisie, skupia się nie tylko na własnych emocjach, ale przedstawia wszystko, co dzieje się za sprawą zaistniałych okoliczności. Należy zwrócić uwagę na ogromną umiejętność pisania o sobie, własnych odczuciach, będąc jednocześnie obok, obserwując sytuacje i wyciągając z niej wnioski:
„Po śmierci będą cię chwalić –
prawda objawiona
w pośmiertnym
na meblościance
ołtarzyku” (s. 19).
Poetka w naturalny sposób przemieszcza się pomiędzy własnymi uczuciami a realnymi obrazami. Chciałaby być obserwującym, którego zdarzenie nie dotyczy, jednak uczucia biorą górę i widoczna jest walka autorki z przeżywanym dramatem, któremu chce dać upust. W tym momencie można się pokusić o stwierdzenie, że Renata Blicharz stworzyła tę książkę poetycką, która może ukrywać w sobie trzy powody, dla których powstać powinna.
Przede wszystkim poetka oddaje cześć zmarłemu bratu, tego nie można poddać żadnym wątpliwością. Zapisuje każdą chwilę, która przewróciła świat do góry nogami, zaskoczyła nie tylko otoczenie, ale również, jak sądzi, samego umierającego:
„Nad Twoim ciałem,
które już nie chciało
należeć do Ciebie
które wypowiedziało ci posłuszeństwo
– zapewne sam byłeś zdziwiony” (s. 15).
Robi to w bardzo przemyślany, wręcz chronologiczny sposób, tak, jakby bała się, że coś umknie z pamięci, coś zostanie nieuchwycone, a to ostatni czas razem, choć w praktyce już oddzielnie. Poetka nie ukrywa ogromnej więzi z bratem, zaznaczając, że w jej pamięci będzie zawsze, to zmienić może tylko jej własna śmierć:
„No chyba umrzeć bym musiała,
żeby o nim
nie pamiętać” (s. 40).
I tu właśnie pojawia się drugi powód napisania tego zbioru wierszy. Pamięć o bracie to jedno, ale wrócenie do własnego życia, kontynuowanie go po przeżytym dramacie, to bardzo trudne wyzwanie. Ta książka jest sposobem na poradzenie sobie z odejściem bliskiej osoby. Wyrzucenie z siebie wszelkiej złości:
„Płaczę i przeklinam.
Wylewam łzy i wyrzucam z siebie
przekleństwa,
i tak na przemian” (s. 31),
ma pomóc przyjąć zaistniałe zdarzenie do siebie i iść dalej, choć to bardzo trudne, bo łatwo powiedzieć - „tak bardzo mi go brakuje” (s. 30), trudniej żyć, gdy po śmierci bliskiej osoby człowiek czuje się jakby rozerwany:
„od kiedy ciebie nie ma
ja nie jestem cała” (s. 30).
Blicharz układa w sobie emocje, próbuje nad nimi zapanować, dając im upust w wierszach, choć to nie zawsze jest skuteczne:
„Jestem poetką.
Pożegnam cię.
Nieskutecznym
Wierszem” (s. 43)
Pisanie może być sposobem nauki dalszego życia, choć „Najgorsze jest to, / że już nie ma / żadnego potem, później, / jutro, kiedyś, wkrótce” (s. 41).
Ostatnim zadaniem tej książki poetyckiej jest działanie dla ogółu, czyli czytelnika właśnie. Podczas poznawania utworów, mierzenia się z całym emocjonalny ładunkiem, odbiorca może poukładać własne rozstania. Nie muszą one odnosić się do osób z najbliższego otoczenia, to może być każda śmierć, którą spotkał na drodze, która wymusiła na nim pożegnanie, zrozumienie nieistnienia drugiej osoby. Renata Blicharz, tworząc książkę ku pamięci własnego brata, prawdopodobnie nie brała tej pod uwagę terapeutycznej możliwości pod uwagę. Pokazała jednak, jak oswoić uczucia i emocje, jak zatrzymać się i poukładać myśli. To pogląd, z którym może nie zgodzić się nawet sama autorka, jednak należy wziąć ją pod uwagę, bo czytanie o śmierci zdejmuje z niej zasłonę, uzmysławia, że istnieje, przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, z jednej strony odbiera życie, z drugie, chęć do życia tych stojących obok.
Renata Blicharz stworzyła coś więcej niż obraz własnej żałoby. W skondensowany sposób przeprowadziła swoją drogą oswajania się z nią, bo słowo – godzenie – byłoby zbyt wygórowane. Pokazała łączące rodzeństwo siłę i więź, które pozostają nawet po śmierci, gdyż „nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych” (ks. J. Twardowski). Dodatkowo, jeśli słowa autorki dodadzą komuś sił, by ułożył swoje przeżycia, to jej miniaturowe wiersze nabierają jeszcze większej mocy.
Renata Blicharz, „Miałam kiedyś brata” (Ridero, Kraków – Opole 2025, s. 47)